Chilaquiles - urok niepozornych miejsc

Chilaquiles

Miłość od Pierwszego Chrupnięcia

Po nieprzespanej nocy w autobusie człowiek potrzebuje tylko jednego: kawy..

Zmęczone, pogniecione i z plecakami cięższymi niż całe nasze życiowe decyzje, w końcu wytoczyłyśmy się w wilgotne powietrze Puerto Escondido. Ledwo żywe. Prawie zombie. Trafiłyśmy do małego, lokalnego miejsca — klasyczny, rodzinny street food. Zero wystroju, plastikowe krzesła, otwarta kuchnia od strony ulicy. Wyglądało… okej. Usiadłyśmy przy stoliku, marząc wyłącznie o mocnej, czarnej kawie, która przywróci nas do świata żywych.

Gdy tylko zrzuciłyśmy z siebie nasze „domy na plecach”, poczułyśmy ulgę — nie tylko w ramionach, ale też w brzuchach. Spojrzałyśmy na stolik obok. Grupa lokalnych gości pochylała się nad talerzami pełnymi chrupiących kawałków tortilli, zalanych czerwoną salsą i zwieńczonych idealnie usmażonym jajkiem. I co chwilę… pojawiało się tam więcej jedzenia.

Podróże nauczyły nas jednej złotej zasady: jedz tam, gdzie jedzą lokalsi.

Morska bryza, zapach kukurydzianych tortilli unoszący się w powietrzu — nie było odwrotu.

– „Może jednak jeszcze żyjemy?” rzuciłam półżartem. – „Ja umieram z głodu” stwierdziła Gabi bez wahania. „Bierzemy to z jajkiem?”

I tak, zupełnie przypadkiem, nasze życie podzieliło się na przed i po chilaquiles.


Co to włąsciwie jest chilaquiles?

To klasyczne meksykańskie śniadanie (albo brunch… albo kolacja — bez oceniania). Bazą są wczorajsze tortille, smażone na złoto, a potem delikatnie podduszone w salsie (kluczowe słowo: delikatnie). Na wierzch leci ser, awokado, śmietanka, jajko — wszystko, czego zapragnie Twoje serce (i żołądek). Nazwa pochodzi z języka nahuatl chīlāquilitl, czyli „rzeczy zanurzone w chili”.

Danie ma korzenie sięgające czasów Azteków, a każda część Meksyku ma swoją wersję: jedni dodają kurczaka, inni awokado; jedni nie wyobrażają sobie chilaquiles bez góry sera, inni przysięgają na kwaśną cremę. Jedna zasada jest niepodważalna:

Na początku muszą być chrupiące, a potem tylko lekko miękkie.

Jeśli zrobią się całkiem rozmokłe — to już nie chilaquiles, tylko zupa z tortilli. Też dobra, ale to zupełnie inna historia.

Mówi się też, że chilaquiles to meksykańskie lekarstwo na kaca. Po nocy z mezcalem albo Cię uratują… albo dobiją.

Oficjalnie śniadanie. Nieoficjalnie? Każda pora jest dobra.


Najlepsze jedzenie to nie tylko smak

To historie..

A nasza zaczęła się właśnie tam — w Puerto Escondido. Z szumem fal w tle i talerzem chrupiących, pikantnych chilaquiles przed nami.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *