Kaiserschmarrn – snowboard, cesarz i słoneczna zima w Westendorfie

Kaiserschmarrn on plate

Winterland z nutką absurdu

Frosty mornings, deep snowbanks, and snowflakes dancing under the village lights – pure winter wonderland. All that’s missing are purple cows grazing on green pastures, and we’d be living in an Alpine fairytale.

No dobrze… jest zima, więc krowy schowane, a w Westendorfie ktoś chyba przypadkiem zamówił „słońce i +5°C”. I dobrze! Nie narzekam – to była naprawdę dobra zima. Zwłaszcza jeśli uczysz się jeździć na snowboardzie i spodziewasz się, że Twoja pupa będzie częściej w kontakcie ze śniegiem niż deska z krawędzią.


Snowboard – historia dwóch pup

This was our shared winter mission: the first steps on a snowboard. Okay, more like the first falls. Gabi, as always, has this natural talent – whatever she steps on, she rides like a pro. Her snowboarding looked like she’d been doing it for years. And apparently, she also has a tougher butt, because even the most spectacular wipeouts didn’t wipe off her smile.

Ja? Cóż… kilka lądowań na tyłek wystarczyło, żeby skutecznie mnie zniechęcić. Bokiem, tyłem, bokiem, tyłem... i już wiedziałam: zostaję przy sprawdzonych nartach. I przy desce – ale tej do krojenia warzyw.

Snowboard? Zostawiam go ludziom z większą wytrzymałością i entuzjazmem. Gabi została fanką już po pierwszym zjeździe, a ja zostałam jej osobistą kibicką.


Kaiserschmarrn – prostota w cesarskim przebraniu

Ah, Kaiserschmarrn – puszysty, porwany na kawałki austriacki naleśnik. Ale czy to naprawdę królewskie danie, czy po prostu kuchenna wpadka?

Wersja nr 1: deser z przypadku

Pewnego dnia królewski kucharz przypalił delikatny deser dla cesarza – może to miał być naleśnik, może suflet? W akcie desperacji porwał ciasto na kawałki, zasypał cukrem pudrem (najlepszy przyjaciel kucharza!) i... podał.
Cesarz Franciszek Józef nie tylko się nie obraził, ale stwierdził: „Całkiem niezłe. Od dziś to mój ulubiony deser.”
I voilà – narodził się Kaiserschmarrn Nie jako elegancki, cesarski deser, ale jako słodki chaos stworzony w panice.

Wersja 2: Dietetyczne życzenie Sisi

Według innej wersji, za powstanie Kaiserschmarrn odpowiada sama cesarzowa Elżbieta — czyli legendarna Sisi. Znana z obsesji na punkcie diety i bardzo wybrednego podniebienia, często odmawiała ciężkich deserów. Ale jak to bywa… czasem ochota na coś słodkiego wygrywa wszystko.
Poprosiła więc swojego kucharza o coś „lekkiego”. Na talerzu wylądowały porwane kawałki naleśnika, oprószone cukrem pudrem i podane z konfiturą. Sisi nie była zachwycona — wyglądało jak totalny bałagan. Jej mąż natomiast wziął jeden kęs… i przepadł. Tak właśnie ten słodki nieład dostał cesarskie nazwisko.


Od kuchennej wpadki do alpejskiego klasyka

Prawda jest taka: Kaiserschmarrn raczej nie narodził się w pałacu. To było danie proste, domowe — jajka, mąka, cukier. Nic wyszukanego, wszystko pod ręką. Z czasem zaczęły pojawiać się dodatki: rodzynki, duszone owoce, mus jabłkowy.

Nie potrzeba królewskiej kuchni – wystarczy patelnia i apetyt.

To idealne danie po dniu na stoku — ciepłe, sycące i słodkie. Kaiserschmarrn to taki puchaty uścisk na talerzu. Nic dziwnego, że Austria kocha go bezwarunkowo.

I bądźmy szczerzy — nazwa robi swoje i przyciąga turystów. „Cesarski bałagan” brzmi o niebo lepiej niż „porwany naleśnik”.


Królewski bałagan w Twojej kuchni? Zawsze!

Czy jesz go w górskiej chacie, czy robisz własny cesarski chaos w domowej kuchni — pamiętaj:

Nie chodzi o to, jak bardzo danie jest wyszukane. Chodzi o radość, jaką daje.

Kaiserschmarrn on the table

Puszysty Omlet Cesarski

Ten złocisty, puszysty austriacki naleśnik jest rozrywany na kawałki prosto na patelni, karmelizowany na maśle i oprószony cukrem pudrem niczym alpejski szczyt po świeżych opadach śniegu. Rodzynki nasączone rumem? Opcjonalne. Jedzony z musem jabłkowym albo powidłami śliwkowymi? Zdecydowanie polecane.
Czas przygotowania 15 minuty
Czas gotowania 15 minuty
Łączny czas 30 minuty
Porcje: 2 bardzo głodne osoby albo 3 grzeczne
Rodzaj: Breakfast, Dessert
Kuchnia: Austria

Składniki
  

Na ciasto:
  • 3 jajka (żółtka i białka oddzielnie)
  • 200 ml mleka (może być roślinne)
  • 125 g mąki (uniwersalnej)
  • 2 łyżki cukru
  • 1 łyżeczka cukru wanilinowego cukru wanilinowego lub kilka kropel ekstraktu waniliowego
  • 1 szczypta soli
  • 2 łyżki masła do smażenia
  • 1 łyżki oil do smażenia
  • 2 łyżki łyżki rodzynek namoczonych w rumie (albo w ciepłej wodzie, jeśli pomijasz procenty)
Do podania:
  • Cukier puder — dużo
  • Mus jabłkowy, powidła śliwkowe albo dowolna ulubiona konfitura

Sprzęt

  • 1 duża patelnia z nieprzywierającą powłoką

Wykonanie
 

  1. Ubij białka W czystej, suchej misce ubij białka ze szczyptą soli na sztywną pianę. Odstaw — to ona zrobi całą robotę z puszystością.
  2. Zrób ciasto W drugiej misce wymieszaj mleko z mąką na gładkie ciasto (zero grudek, proszę). Dodaj żółtka, cukier i wanilię. Wymieszaj, aż masa będzie gładka i aksamitna.
  3. Dodaj puch Delikatnie wmieszaj ubitą pianę do ciasta, najlepiej partiami i szpatułką. Bez pośpiechu — im delikatniej, tym lepiej.
  4. Rozgrzej patelnię Na średnim ogniu rozpuść 1 łyżkę masła i 1 łyżkę oleju.
  5. Smaż naleśnik Wlej ciasto na patelnię. Jeśli używasz rodzynek, posyp nimi wierzch teraz. Przykryj i smaż ok. 4–5 minut, aż spód będzie złoty, a góra prawie ścięta.
  6. Czas na rozdarcie Przewróć naleśnik (łatwiej, jeśli wcześniej podzielisz go na ćwiartki) i smaż kolejne 3–4 minuty. Następnie porwij go na duże, nieregularne kawałki — widelcami albo łopatkami.
  7. Karmelizuj chaos Dodaj resztę masła i smaż dalej, delikatnie podrzucając kawałki, aż będą złociste i chrupiące na brzegach.
  8. Podawaj Przełóż na talerz, oprósz obficie cukrem pudrem (ma być jak śnieżyca w Alpach) i podaj z musem jabłkowym lub solidną łyżką konfitury.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Recipe Rating